Wakacyjny wyjazd
Letnie, upalne i długie dni skłaniają do wzięcia chociażby kilku dni urlopu w celu oderwania się od codzienności zawodowej i zregenerowania sił. Mój urlop zaczynał się w czwartek więc przygotowania do wyjazdu zakończyłem w środę wieczorem i byłem gotów do wyjazdu z samego rana dnia następnego. Wyruszyć z domu postanowiłem około godziny 4. Wyjazd wcześnie rano, według mnie, ma same zalety. Wstaje się wypoczętym i po lekkim śniadaniu i obowiązkowej kawie jedzie się bardzo przyjemnie. Ruch jest niewielki natomiast wcześnie nadchodzący świt pozwala w miarę bezpiecznie i szybko poruszać się po drogach. Z racji mego miejsca zamieszkania (Podlasie) i celu mojej podróży (Bieszczady) przez dwie godziny poruszałem się wręcz komfortowo, rzadko kiedy wyprzedzając, lub mijając się z jadącymi z naprzeciwka. Po przejechaniu kilku kilometrów postanowiłem skasować w komputerze pokładowym wskazanie średniego zużycia paliwa, aby można było sprawdzić ile spali moja bmka z 3-litrowym dieslem w trasie przy średnio szybkiej jeździe. Starałem się nie przekraczać licznikowych 120 km/h. Chociaż czasami to się zdarzało, szczególnie przy wyprzedzaniu. Po przejechaniu około 100 km średnie zużycie paliwa wskazane przez komputer obniżyło się do 6,6 l/100 km i to było najniższe zużycie. Niżej już nie spadło. Po dotarciu do Polańczyka nad Soliną, który wybrałem na miejsce letniego wypoczynku, zużycie wzrosło do7,2 l/100 km. Sądzę, że powodem wzrostu zużycia były przejazdy przez miasta i korki drogowe związane z budową i remontami dróg. W miarę upływającego czasu, intensywniejszy ruch na drogach także zmuszał do częstszego przyśpieszania w celu wyprzedzenia wolniej jadących pojazdów. Przejechanie 520 km z tankowaniem w Janowie Podlaskim i krótkim odpoczynkiem zabrało mi 7 godzin.
Na miejsce dojechałem tuż przed godziną 11. Samochód spisał się znakomicie pozwalając mi rozkoszować mijanymi krajobrazami i doznawać przyjemności z jazdy. Po przybyciu na miejsce i zakwaterowaniu udaliśmy się z żoną na krótki spacer po znanych już nam ścieżkach i zatoczkach nabrzeża Zalewu Solińskiego.
Trzeba przyznać, że widoki jakie można zobaczyć w tym rejonie Bieszczad są naprawdę przepiękne. Moim zdanie jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w Polsce. Podczas pobytu w Polańczyku skupiliśmy się przede wszystkim na spacerach po parku oraz ze względu na moje i żony umiejętności pływackie poruszaniem się rowerami wodnymi po zalewie. Zrobiliśmy również godzinną wycieczkę statkiem po wodach Soliny. Jako miłośnik motoryzacji nie mogłem nie zaznaczyć swojej obecności na giełdzie samochodowej w Rzeszowie, a dokładnie w Załężu na obrzeżach Rzeszowa. Ceny aut wystawionych do sprzedaży w porównaniu do cen widniejących na portalach ogłoszeniowych jakby troszeńkę wyższe, ale nie znacznie. Zależy to od stanu sprzedawanego egzemplarza oraz cwaniactwa sprzedającego i kwoty jaką zapłacił on za wystawione do sprzedaży auto (w zdecydowanej większości auta sprzedają handlarze). Oglądając wystawione do sprzedaży samochody zwróciłem uwagę na trzy egzemplarze, które pokrótce opiszę dlaczego.
Honda Accord wyprodukowana pod koniec 1999 roku – stan auta rewelacyjny. Bogate wyposażenie ponad przeciętny wygląd auta od strony wnętrza karoserii i silnika zachęcały do negocjacji cenowej. Wystawiona cena 15 900 zł była do bardzo małej negocjacji rzędu 400 zł. Silnik pracował równo i bez zbędnych szmerów i hałasów, aż miło było słuchać. Samochód wart był zainteresowania, pozostawała tylko kwestia wynegocjowania właściwej ceny.
Kolejnym autem na które zwróciłem uwagę była czerwona Corsa z 2008 roku z wręcz zerowym przebiegiem około 4000 km. Auto było uderzone lewą stroną i do tego w końcu przyznał się sprzedający, chociaż z początku twierdził że nie było naprawiane. Stan auta tak od strony zewnętrznej jak i wnętrza wskazywał na niewielki przebieg. Auto typowo do jazd miejskich ponieważ silnik jaki był w nim zainstalowany to litrowa benzynowa jednostka o mocy 54 KM. Opony na jakich stał ten samochodzik wszystkie były wyprodukowane w 21 tygodniu 2008 roku i nie nosiły żadnych śladów zużycia. Auto warte zainteresowania z tym, że należałoby dokładniej sprawdzić jak zostało naprawione i zmierzyć grubość lakieru na naprawianych elementach karoserii. Sprzedający był skłonny przekazać kluczyki po otrzymaniu 26 000 zł, możliwe że po usilnych negocjacjach udałoby się cokolwiek utargować ale podejrzewam że niewiele.
Trzecim autem była 105 konna Skoda Octawia 1,9 TDI z 2006 roku z widniejącym na liczniku przebiegiem 89000 km. Ładny wygląd zewnętrzny i nie zniszczona, prawie jak nowa tapicerka wnętrza zachęcały do rozmów o kupnie tego samochodu. By stać się nowym posiadaczem Octawii należałoby zacząć negocjacje od 35 000 zł, a możliwe że skończyć na 37 000 gdyż właściciel nie był skłonny do dużych upustów. Także atutem tego auta było bardzo niskie zużycie paliwa, które wg wskazań komputera po przejechaniu prawie 4 000 km wynosiło 5,3 l/100 km.
Będąc w Bieszczadach w niedalekiej odległości od Baligrodu pojechaliśmy zobaczyć miejsce gdzie zginął gen. Karol Świerczewski. W okresie PRLu było to miejsce częstych zorganizowanych wycieczek szkolnych i zakładowych. Obecnie jest opuszczone, zaniedbane i z wyraźnymi próbami dewastacji i wandalizmu. Jednak zauważyliśmy świeże kwiaty przed pomnikiem. Pomnik poświęcony gen. Świerczewskiemu stoi za miejscowością Jabłonka około 10 km od wspomnianego Baligrodu. Tak się złożyło że jedną z osób które pojechały z nami była córka żołnierza, który był w tym miejscu i czasie gdy nastąpił śmiertelny strzał. Był jednym z tych, którzy wynieśli generała na płaszczu z miejsca postrzału. Z jej słów wynikało że był on prawym i sprawiedliwym człowiekiem, bardzo dobrym dowódcą i w walkach prowadzonych z przeciwnikiem zawsze był z przodu prowadzonych do boju żołnierzy.
Przysłowie mówi, że wszystko co dobre szybko się kończy, tak też było i z tym krótkim wypoczynkiem. Tydzień w Bieszczadach minął błyskawicznie. Zrelaksowany i wypoczęty wraz ze zrehabilitowaną żoną, która była w sanatorium w Polańczyku, we wtorek wczesnym popołudniem po zakończeniu turnusu wyjechaliśmy do domu. Tak prawdę mówiąc nie wiem co bardziej mnie relaksuje wypoczynek w miejscach turystycznych, czy dojazd i powrót z tych miejsc samochodem. Jestem wielkim miłośnikiem motoryzacji, a jazda samochodem sprawia mi bardzo dużo radości. W drodze powrotnej nie spotkały nas żadne niespodzianki, ale zużycie oleju napędowego wzrosło z 7,4 do 8,2 po powrocie do domu. Poruszanie się po bieszczadzkich drogach także podniosło średnie zużycie z 7,2 od przyjazdu do 7,4 do wyjazdu z Polańczyka.
Podsumowując tygodniowy wyjazd, mogę stwierdzić analizując podróż pod kątem zużycia paliwa, że jazda samochodem z bardzo wielką samodyscypliną niepozwalającą przekraczać dozwolonych prędkości i powstrzymania się od nadmiernie częstego wyprzedzania, może dać spore oszczędności wynikające z mniejszego zużycia paliwa. Dynamiczniej jeżdżącym kierowcom taka jazda nie sprawia jednak radości, ale zostawia w kieszeni trochę pieniędzy, których nie wydadzą na stacjach paliw.
- 160 odsłon










Odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź