VECTRA - prawda o informacjach w ogłoszeniach o sprzedaży

0głosy

Ogłoszenia jakie ukazują się w motoryzacyjnych portalach ogłoszeniowych o sprzedaży aut w większości posiadają wiele niedomówień związanych ze stanem sprzedawanych aut. Nagminnym staje się określenie auta jako – bezwypadkowe – . Jeżeli jest taki zapis tylko w ogłoszeniu to jeszcze pół biedy, gorzej zaczyna się dziać wówczas gdy na pytania zadawane telefoniczne przez zainteresowanego kupnem, sprzedający brnie w kłamstwie nadal licząc, że ten który przyjedzie obejrzeć auto to pewnie będzie i głuchy i ślepy. Spotkało mnie to nie raz, a w tym miejscu opiszę ostatni przypadek jaki spotkał mojego znajomego chcącego kupić niedrogie auto w dobrym stanie. Towarzyszyłem mu na jego prośbę w roli doradcy.

 

Ogłoszenie jakie zainteresowało znajomego dotyczyło Opla Vectry B z 2001roku (http://otomoto.pl/opel-vectra-cdx-C11692034.html). To co było napisane i uzyskałem na moje pytania zadawane w rozmowie telefonicznej, jednoznacznie świadczyły o doskonałym wyglądzie i bezwypadkowej przeszłości auta. Rozmowa ze sprzedającym utwierdziła mnie i mego znajomego, że to auto jest warte zainteresowania. Postanowiliśmy więc przejechać około 200 km by dokonać oględzin i ewentualnego zakupu. Na miejscu okazało się jednak, że słowa pisane i mówione przez telefon mają się nijak do faktycznego stanu samochodu. Bezwypadkowy i bez ingerencji lakierniczych samochód, okazał się powypadkowym z widoczną nawet gołym okiem ingerencją blacharsko-lakierniczą. Zapewnienia o doskonałym stanie technicznym i bezproblemowej instalacji gazowej nie do końca były prawdą. Silnik o mocy 147 KM z benzynowego silnika o pojemności 2200 cm³ zachowywał się tak jakby miał nie więcej jak 75 KM. Wyraźnie odczuwalne drgania karoserii podczas pracy silnika na wolnych obrotach wskazywały na prawdopodobne problemy związane z pracą układu korbowo-tłokowego lub sterownikiem zasilania gazu. Bezproblemowa praca układu zasilania gazowego objawiała się rykiem silnika po zdjęciu prawej nogi z pedału gazu. Po krótkiej przejażdżce postanowiliśmy nie kontynuować dalszego sprawdzania rezygnując z zakupu. Zniesmaczeni zastaną sytuacją wróciliśmy do domu. Przykro tylko że sprzedający, który nie był przecież pośrednikiem handlującym samochodami, tylko właścicielem użytkującym to auto od 5 lat, nie mówił wszystkiego. Co prawda nie był 1-szym właścicielem tego auta, ale podejrzewam, że znał jego historię.

  

Cóż bywa, chęć sprzedania samochodu jest tak duża, że można napisać i w rozmowie telefonicznej powiedzieć wszystko, oby tylko udało się dobić targu. Natomiast to, że kupujący straci czas i pieniądze (bo każdy przejechany kilometr kosztuje), to jednak sprzedającego nie interesuje. Znając bowiem rzetelne odpowiedzi na pytania jakie zadawałem przez telefon, pewnie nie zrobilibyśmy sobie takiej wycieczki.

Oceń artykuł
Ocena 0

Galeria artykułu

Odpowiedzi

Dodaj nową odpowiedź