Samopoczucie kierowcy - a zachowanie na drodze

2głosy

Jednym z bardzo ważnych elementów zachowania kierowców na drodze jest stan psychiczny i samopoczucie wewnętrzne. Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy siadając za kierownicę samochodu, jakie może mieć skutki wewnętrzne przygnębienie i dół psychiczny naszego organizmu. Właśnie taki przypadek dotknął mnie przed kilkoma dniami. Ogrom obowiązków związanych z wykonywaną pracą oraz problemy poza nią, bardzo mocno obniżyły własną samoocenę. Ciągłe myślenie jak podołać nałożonym przez siebie i przełożonych zobowiązaniom, doprowadziły do nieprzyjemnego zdarzenia drogowego, którego byłem sprawcą.

 

  Zaprzątnięty myślami o innych nie załatwionych jeszcze sprawach wybrałem się samochodem służbowym do instytucji urzędowej w celu załatwienia formalności związanych z moją pracą. Krążące po głowie myśli nieustannie przypominały o niezałatwionych sprawach. Dojeżdżając do skrzyżowania, w sznurze samochodów, byłem na tyle zaabsorbowany myślami, że nie zauważyłem świateł stopu poprzedzającego mnie samochodu i z prędkością jaką poruszałem się (a było to 30 – 35 km/h wjechałem w bagażnik swego poprzednika bez próby jakiegokolwiek hamowania. Uderzenie było na tyle mocne, że w moim aucie wystrzeliły obydwie czołowe poduszki. Zniszczyłem także zderzak oraz zdeformowała się maska silnika. Swemu poprzednikowi zniszczyłem hak holowniczy, tylny zderzak klapę bagażnika oraz nieznacznie zdeformowałem błotnik tylny, oraz przedni zderzak i maskę, gdyż wjechał on w swego poprzednika, a ten z kolei trochę uszkodził zderzak w samochodzie poprzedzającym go. W sumie króciutki moment dekoncentracji i zaprzątnięcie myśli sprawami nie związanymi z sytuacją drogową doprowadził do bardzo nieprzyjemnego i kosztownego zdarzenia, w którym zostali poszkodowani inni użytkownicy dróg nie wspominając już o mnie.

 

  Na całe szczęście to zdarzenie nie doprowadziło do uszczerbku na zdrowiu żadnej z osób uczestniczących w tej stłuczce. Poszkodowani przeze mnie uczestnicy stłuczki nie wezwali policji, ja tym bardziej nie byłem zainteresowany jej bytnością w tym zdarzeniu. Załatwiliśmy sprawę polubownie tzn. spisując oświadczenie, w którym przyznałem się do całkowitej winy z mojej strony, co było równoznacznym do pokrycia kosztów naprawy aut uczestniczących w kolizji z OC sprawcy.

 

Pisząc obecnie ten artykuł zastanawiam się jak mogłem wyłączyć się z obserwacji drogi, że nie zauważyłem świateł hamującego przede mną poprzednika – to jest właśnie skutek dekoncentracji związanej z zaprzątnięciem głowy myślami nie związanymi z monitorowania drogi i jej otoczenia. Całe to zdarzenie dało mi dużo do myślenia, co by się stało gdybym jechał szybciej... Mam nauczkę, której długo nie zapomnę. Mam nadzieję, że to niemiłe zdarzenie nigdy więcej się nie powtórzy – czego i państwu życzę.

Oceń artykuł
Ocena 2

Galeria artykułu

Autorem zdjęcia jest http://picasaweb.google.com/jaroszeka

Odpowiedzi

Dołączył: 07/07/2009
Wpisy: 31

Dobry artykuł, daje do myślenia...

Anonim
Portret użytkownika Anonim

Masz szczęście, że nikt z postronnych nie zawezwał policji. W takiej sytuacji byłbyć chudszy o kilka stówek... Swoją drogą ja kiedyś miałem podobny przypadek. Człowiek na sporej prędkości wpakował mi się w kufer. Na gębę się dogadaliśmy. Oświadczenie spisane itd. ale jak przyszło co do czego to zaczął coś kręcić, próbował się wymigać. Na szczęście ubezpieczyciel nie dał wiary kombinatorowi i nie musiałem sam płacić za naprawę.

Anonim
Portret użytkownika Anonim

J.estem wdzięczny uczestnikom tej stłuczki że nie wezwali policji, zgadzam się z Tobą że odchudziliby mnie na kilka stówek. Ja natomiast w odróżnieniu od Twego przypadku nie migałem się z odpowiedzialności i przyznałem się do swojej winy podpisując stosowne oświadczenia.

Dodaj nową odpowiedź