Powiew wiosny

0głosy

 

Coraz częstsze przebłyski słońca i zauważalnie dłuższy dzień sprawiają, że czujemy się lepiej i weselej patrzymy na życie. Właśnie słoneczny niedzielny poranek wprowadził mnie w dobry nastrój i niesiony dobrym samopoczuciem postanowiłem z rana przejechać się na giełdę samochodową. Zjadłem szybciutko śniadanie, wypiłem kawę i wybrałem się na podbiałostockie Krywlany. Odległość dzielącą od giełdy pokonałem szybko, sprawnie i przyjemnie. Spacerując pomiędzy rzędami ustawionych samochodów, oddychając trochę zmrożonym, świeżym, wiosennym powietrzem udawałem zainteresowanego kupnem auta. Ceny jakie widniały za szybami samochodów nie powalały z nóg. Ogólnie giełda na Krywlanach jest droga i pewnie dlatego zjeżdżają na nią handlarze z ościennych województw (lubelskie, mazowieckie, mazurskie) mimo, że mają bliżej do giełd w swoich województwach. Po wejściu na plac giełdowy zainteresowałem się srebrnym crosoverem Leksusa RX 300. Jako że swego czasu byłem nawet zainteresowany kupnem takiego auta, postanowiłem porozmawiać ze sprzedającym. Auto było sprowadzone z Belgii od ponad roku jeździ w Polsce, a sprzedawał je pośrednik (handlarz). Przebieg 120 000 km widniejący na liczniku, według sprzedającego autentyczny, ale nie potwierdzony żadną książką serwisową był mało wiarygodny. Wskazywałoby to, że obecnie dziewięcioletnie auto – przejeżdżało rocznie niecałe 15 000 km. Mogło tak być, ale trudno dać temu wiarę. Trzeba jednak przyznać, 3-litrowy sześciocylindrowy silnik benzynowy w układzie V o mocy około 300 KM pracował pięknie, nie wnosząc do swego dźwięku żadnych szmerów i drgań. Skórzana czarna tapicerka dodawała szyku, chociaż jej stan nie był rewelacyjny, co mogłoby świadczyć o większym przebiegu od wskazywanego na liczniku. Widać było ślady użytkowania. Widziałem samochody klasy premium (a do takiej są zaliczane auta Leksusa) o przebiegach przekraczających 200 000 km z dużo lepszym wnętrzem. Za takie autko wyprodukowane w 2002 roku, z automatyczną skrzynią biegów sprzedający życzył sobie 48 000 zł informując, że nie należy się spodziewać dużych upustów w cenie przy zawieraniu transakcji. Maksymalnie 1 000-1 500 zł. Jest to kwota rzędu 7 000-8 000 zł wyższa od średnich realnych cen jakie widziałem na portalach ogłoszeniowych.

    

   W kolejnych oględzinach aut skupiłem się bardziej na autach klasy kompakt, marki Opel i Ford z lat 2004- 2006 w cenie nieco ponad 20 000 zł. Mój towarzysz wyprawy na giełdę - właśnie jest zainteresowany kupnem takiego auta. Wyszukując takich samochodów zwróciłem uwagę na Opla Zafirę z 2004 roku napędzaną 2-litrowym silnikiem diesla o mocy 100 KM. Siedmioletnie auto przejechało dotychczas 118 000 km (z książką serwisową) i od roku było eksploatowane w Polsce przez osobę, która go sprowadziła z Belgii i nim jeździła. Wnętrze tej Zafiry naprawdę wyglądało ładnie i było zadbane, praca silnika spokojna i równa, również zachęcała do kupna. Sinik nie myty (nie znoszę jeżeli silnik jest świeżo umyty, a do tego jeszcze wyplakowany), czysty i nie nosił żadnych śladów zaolejenia ani zapocenia. Za taki egzemplarz by stać się posiadaczem należałoby zapłacić 25 000 zł. Jakby było z 1 500 zł mniej pewnie zmieniłby właściciela.

    

W dalszych poszukiwaniach auta do kupna zainteresowaliśmy się Focusem z 2006 roku będącego jeszcze na blachach niemieckich. Wnętrze samochodu sprawiało dobre wrażenie, było ładnie utrzymane i czyste pomimo przejechanych co najmniej162 000 km jakie widniały na liczniku. Auto napędzał silnik diesla, który z pojemności 1,6 generował 90 KM. Po podniesieniu maski moim oczom ukazał się umyty i, aż cieknący od plaku silnik. W zasadzie ukazujący się taki widok, od razu odstręcza mnie od oglądania auta. Jedynym elementem, który w takim przypadku mógłby mnie skłonić do kupna lub doradzić komuś kupno takiego auta może być tylko rewelacyjnie niska cena. W tym przypadku tak nie było. Auto było do kupna po negocjacjach za 23 500 zł plus opłaty związane z rejestracją. Jako że uznałem to za mało atrakcyjną cenę więc udaliśmy się do kolejnych aut.

  

   Po przejściu kilkudziesięciu metrów napotkaliśmy kolejnego Focusa z 2005 roku. Miał on pod maską także silnik diesla o pojemności 1,6 ale już mocniejszy bo 109 konny. Środek tego samochodu był trochę bardziej sfatygowany mimo, że na liczniku było o 20 000 km mniej przejechanych kilometrów. Cena jaką należałoby zapłacić to 22 500 zł plus opłaty. To również nie była na tyle atrakcyjna ceną by negocjować zakup. Obejrzeliśmy pobieżnie jeszcze kilka aut i nie znajdując egzemplarza nas satysfakcjonującego wróciliśmy bez samochodu do domu. By stać się posiadaczem auta, pozostaje obserwacja ogłoszeń na portalach internetowych lub kolejny wyjazd na giełdę.

Oceń artykuł
Ocena 0

Odpowiedzi

Dodaj nową odpowiedź