Citroen C 5 - kupno auta ciąg dalszy
Kupno samochodu wiąże się zawsze z podjęciem ryzyka finansowego i z tym związanymi przemyśleniami czy dobrze wybrałem. Wówczas, gdy kupujemy nowe auto nie zastanawiamy się nad kosztami związanymi z naprawami. Dobrodziejstwo gwarancji pozwala na spokojną eksploatację bez oglądania się na wydatki związane z awariami od nas nie zależnymi. Płacimy drożej przy zakupie, ale mamy ten komfort, że producent w większości bierze na siebie odpowiedzialność za bezawaryjne użytkowanie i to on ponosi koszty napraw przez okres udzielonej gwarancji, zwykle 2-3 lata po kupnie. Kupno używanego samochodu pozwala cieszyć się autem,wydatkując mniejsze pieniądze, ale niesie dużo większe ryzyko ponoszenia dodatkowych kosztów związanych z wyeksploatowaniem oraz częstszymi awariami. Prawie wszystkie ogłoszenia o sprzedaży aut używanych informują o super wyglądzie, bezwypadkowej przeszłości i w wielu wypadkach o udokumentowanym przebiegu i serwisowaniu auta. Natomiast niewiele aut posiada rzeczywiście dokumentację serwisową, która potwierdzałaby dokonane przeglądy, przebieg jak i naprawy związane z dotychczasową eksploatacją.
Jak już w poprzednich artykułach / kupno Vectry i Mondeo/ wspomniałem o nie rzetelnych informacjach podawanych przez sprzedających o stanie swych samochodów, tak również w przypadku przytoczonej w tytule C5 to również się potwierdziło. Jednakże w tym wypadku to informacje o bezwypadkowej przeszłości auta były prawdziwe. Sprzedający w rozmowie telefonicznej sam poinformował również, że zderzaki były lakierowane. Natomiast informacja o posiadanej książce serwisowej już mijała się z prawdą. Na moje pytanie o wiarygodność posiadanej książki serwisowej i kiedy był ostatni wpis, sprzedający bez zająknięcia odpowiedział, że w 2009 roku. Mając informacje z ogłoszenia wzbogacone dodatkowo satysfakcjonującymi nas odpowiedziami w przeprowadzonej rozmowie telefonicznej, postanowiliśmy sprawdzić jak to ma się do rzeczywistości. Umówiliśmy się więc na obejrzenie auta przy zakładzie naprawy samochodów, w którym miały być usunięte drobne mankamenty i usterki związane z dotychczasową eksploatacją.
Citroen, który zainteresował mego znajomego to C5 z 2006 roku napędzany 2-litrowym silnikiem diesla o mocy 136 KM. Pierwsze wrażenie było fantastyczne. Ładna sylwetka w pięknym kolorze brązu wpadającego w fiolet naprawdę robiła piorunujące wrażenie. Samochód od razu spodobał się znajomemu i był on skłonny dobijać już targu. Sprawdzenie grubości lakieru dało również pozytywny wynik. Blachy samochodu nie nosiły oznak dodatkowego lakierowania poza fabryką.
Bogate wyposażenie auta oraz dobrze utrzymane wnętrze jak najbardziej zachęcały do negocjacji cenowych i ewentualnego zakupu. Praca zimnego silnika zdradzała rodzaj jednostki napędowej, ale po nagrzaniu się była przyjemnie miękka dla ucha. Zaskoczeni mile taką sytuacją, podekscytowani możliwym zakupem postanowiliśmy sprawdzić tą C5 na drodze. Na moją sugestię czy moglibyśmy przejechać się na jakimś dłuższym odcinku gdzie byłaby możliwość sprawdzenia dokładniejszego zachowania na drodze po nagrzaniu dokładnym silnika, sprzedający odpowiedział, że tylko na ulicach osiedlowych ponieważ samochód nie posiada ubezpieczenia (w ogłoszeniu wyraźnie pisało że można sprawdzić w warunkach drogowych bo auto posiada ubezpieczenie, chociaż jest na francuskich numerach). Mając do wyboru uliczki osiedlowe lub brak możliwości sprawdzenia auta, wybraliśmy to pierwsze. Jako że to ja byłem doradcą przy kupnie więc zająłem miejsce za kierownicą i spokojnie ruszyłem na sprawdzenie zachowania się auta na drodze. Nie na darmo Citroen reklamuje się nie porównywalnym komfortem jazdy w swojej klasie. Jest to prawda, gdyż żaden samochód segmentu D, nie wybiera tak delikatnie i łagodnie uskoków i wybrzuszeń napotykanych co kilkadziesiąt metrów na naszych ulicach.
W kabinie cicho i bez trzasków mimo, że licznik wskazywał 165 000 km przebiegu. Po przejechaniu spokojnie 1 może 2 km, gdy silnik osiągnął temperaturę rzędu 60-70 stopni, postanowiłem sprawdzić jak zachowuje się auto przy gwałtowniejszym przyśpieszaniu. I tu zaskoczenie - typowy silnikom dieslowskim ciąg już od 2000 obr/min w tym egzemplarzu nie istnieje. Ponowiłem próbę podkręcając obroty silnika na 1-szym biegu do 3000-3500 obr/min i po zmianie a 2-kę samochód robi ze trzy hopki jak kangur i dopiero zaczyna się uspakajać ale charakterystycznego ciągu dla diesli nie ma. Kilka takich ponowionych prób i za każdym razem to samo – właściwego przyśpieszenia brak. Sprzedający nie negował mojej opinii o słabym przyśpieszaniu auta, ale sugerował że może to być zatkany filtr FAP. Od zakupu odstąpiliśmy, gdyż zaistniało ryzyko poniesienia dodatkowych kosztów, które mogą kształtować się nawet w granicach kilku tysięcy złotych, związanych z uzdrowieniem dolegliwości silnika. Ogólnie auto zrobiło bardzo dobre wrażenie i gdyby nie ta usterka, pewnie doszłoby do transakcji. W tym dniu rozjechaliśmy się, ale nie powiedzieliśmy sobie żegnaj, tylko do widzenia. Jedna i druga strona wzięła czas do namysłu i ewentualnego spotkania w krótkim terminie. Z punktu widzenia kupującego należałoby zdiagnozować samochód w autoryzowanym serwisie, aby można było dokładniej poznać koszty usunięcia tej usterki.
- 566 odsłon









Odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź